Polecam

Pani Listopad 2026

Gdy kupowałem ten numer w październiku okazało się że jest on dostępny w dwóch różnych wersjach okładki, niby środek był ten sam ale stylizacja Pani Weroniki Książkiewicz w różnych wersjach i kolorach. Pierwszy raz się z tym spotkałem, nie kupowałem tego miesięcznika ostatnio regularnie więc nie wiem czy już wcześniej pojawiały się takie podwójne wydania czy to pierwszy taki eksperyment. No i pytanie czemu to ma służyć? Żeby czytelnik dłużej zastanawiał się która paleta kolorów na okładce danego numeru bardziej mu odpowiada? Czy woli Panią Weronikę w oknie czy z odkrytym nieco brzuszkiem w dżinsie? Czy żeby widząc dwie różne okładki zaczął zastanawiać się czy też środek jest inny i żeby w efekcie nabył oba egzemplarze? No widać jakiś chłit marketingowy i na pewno czemuś to ma służyć. Od grudnia zamówiłem już prenumeratę Pani więc będę mógł na bieżąco czytać, oglądać i polecać jeżeli pojawi się coś ciekawego.

A w bieżącym numerze dla mnie najlepszy jest wywiad z Grzegorzem Małeckim. Lubię tego Pana i jako człowieka i jako aktora. Osobiście miałem okazję oglądać go w przedstawieniu „Handlarze gumek” w Teatrze 6-piętro. Natomiast jego poglądy czy stosunek do życia śledziłem głównie w felietonach, które publikuje co miesiąc w Pani. Podoba mi się jego wrażliwość i szczerość, sposób rozumowania, logika, inteligencja i dystans do wielu spraw w dzisiejszym świecie. A z tego wywiadu dopiero dowiedziałem się że Pan Grzegorz jest synem Anny Seniuk! Kiedy to wyartykułowałem w domu moja żona mówi – „No to co Ty, nie wiedziałeś tego?”. No nie wiedziałem, nie śledzę portali plotkarskich, w zasadzie to w ogóle tam nie zaglądam i naprawdę było to dla mnie duże odkrycie. Okazało się też że Pan Grzegorz na wakacje jeździł nad morze do mojej ukochanej Jastrzębiej Góry, a że jego dzieciństwo przypadło na szczyt popularności jego matki to te wakacje wyglądały tak, że jak pojawiali się na plaży to do ich parawanu ustawiała się długa kolejka osób po autografy Pani Anny. Chyba niezbyt to było fajne dla takiego chłopaczka widzącego że jego mama nie należy do niego tylko w zasadzie jest „własnością publiczną”. I mimo, że wychowywał się w artystycznym domu, bo ojciec był z kolei kompozytorem, to nie przesiąkł tym artystycznym duchem już w młodości i raczej był niepokornym młodzieńcem, który nawet miał na głowie irokeza, kolczyk w nosie i jeździł na festiwal do Jarocina.

Dalej jest oczywiście o szkole teatralnej, kolegach po fachu, kolejnych rolach i pada pytanie – „Co jest trudniejsze – granie czy życie?” I odpowiedź Pana Grzegorza, który mówi najpierw o śnie, który miewa, gdzie wychodząc na scenę, nie zna tekstu, nie wie kogo gra, nie zna nawet tytułu sztuki i stoi na scenie przed widownią jak zamurowany. I dalej mówi, że podobnie jak w tym śnie widzi też życie, które jest jedną wielką premierą. Ale bez wcześniejszych prób. Że nie wiemy po co tu jesteśmy, jaki jest finał i kto za chwilę będzie z nami grał. Bardzo trafne porównanie moim zdaniem. Oczywiście każdy z nas w coś wierzy więc stara się dopasować odpowiedzi na te pytania do swojej wiary i przekonań ale jak to nasze życie naprawdę się skończy to tego nie wiemy. Pan Grzegorz podsumowuje odpowiedź na to pytanie, że życie jest trudniejsze no i chyba trudno też się z tym nie zgodzić. Potem jest jeszcze kilka pytań związanych z depresją, która okazała się spektrum autyzmu i ADHD i o ojcostwie. Generalnie bardzo ciekawa, szczera i mądra rozmowa.

I kolejna historia w tym numerze, przy której się zatrzymałem i która mnie zaciekawiła to opowieść o życiu Pani Ilony Wrońskiej, byłej aktorki serialu „Na Wspólnej”. Chociaż nigdy tego serialu nie oglądałem, no może kilka pojedynczych odcinków lata temu, i niezbyt tą aktorkę kojarzę, to wygląda ona w tym co mówi i co robi na dojrzałą, autentyczną i mądrą kobietę, która zrezygnowała w pewnym momencie z intratnej roli w serialu na rzecz odkrywania nowych dróg i zmian w swoim życiu. Z kilkoma niezbędnymi jedynie rzeczami (no i pewnie też z kartą kredytową ;)) podróżuje kamperem po świecie, dzieci dorosłe więc można zająć się wreszcie realizacją swoich planów i marzeń. Dziewczyna pochodzi z niewielkiej miejscowości nad morzem, od dziecka żyła zgodnie z cyklem przyrody, w jej naturalnym rytmie, przyzwyczajona do ciężkiej pracy i tak mądrze o tej swojej młodości opowiada: „W dzieciństwie nie lubisz pracy, chcesz się bawić a nie pracować. Dopiero po latach rozumiesz naturalność tego rytmu. Na wsi praca nie była osobnym zajęciem. Była nieodłącznym elementem życia. Praca jest jak oddychanie.” Kto w ten sposób mówi o pracy już jest mi bliski. Potem jest oczywiście o aktorstwie, serialu, przyjaciołach, związkach, rozstaniu po 20 latach życia z partnerem. W tym miejscu mówi, że dopóki człowiek nie zrozumie że nic na tym świecie nie jest mu dane na zawsze, trudno nam się pogodzić z każdą stratą.  Trzeba dążyć do budowania poczucia bezpieczeństwa ale w sobie, wtedy nic co zewnętrzne nie jest w stanie całkowicie go zburzyć. Trzeba zbudować w sobie tę wewnętrzną siłę, stabilność wtedy nawet znajdując się w kryzysowej sytuacji nadal stoisz na nogach a nawet możesz podtrzymać innych. Na koniec tej osobistej historii jeszcze kilka słów o tym jak Pani Ilona czuje się na chwilę przed swoimi 50-tymi urodzinami.

W tym numerze znalazłem również bardzo ciekawy artykuł na temat emerytur, specjalistka od tych tematów porusza wiele ciekawych zagadnień, wyjaśnia wątpliwości, podpowiada jak i kiedy najlepiej przejść w stan odpoczynku tak aby kwota emerytury była jak najwyższa i była w stanie zapewnić nam godziwe życie a nie tylko wegetacje. Oczywiście wielu spraw z przeszłości już nie da się poprawić, stażu pracy, zarobków itd. ale artykuł pokazuje jak wiele w tym naszym systemie emerytalnym jest myków które przy odpowiednim ich zastosowaniu mogą w istotny sposób tą naszą kwotę emerytury poprawić. Człowiek zbliża się do sześćdziesiątki i już czas najwyższy zacząć się do tego przygotowywać i badać wszystkie możliwości. Także bardzo pomocny artykuł dla takich dojrzałych już osób ale również tym młodym otwierający oczy chociaż oczywiście niewielu z tych młodych myśli od początku swojej pracy o emeryturze i o budowaniu kapitału na starość a warto by było.

I na koniec jeszcze piękny cytat z felietonu Pani Katarzyny Kasi, nie wiem czy Pani Kasia jest jego autorką czy też skądś to skopiowała ale bardzo mi to porównanie się spodobało. Z reguły pomijam te jej felietony bo takie mocno sfeminizowane są i skupiam się na felietonie Pana Grzegorza Małeckiego ale tym razem go nie było, może uznali że już byłoby Pana Grzegorza za dużo w jednym numerze więc przeczytałem felieton Pani Kasi. Felieton jest generalnie o morzu I pisze ona coś takiego: „Chciałabym być jak musująca tabletka, która rozpuszcza się i włącza w odwieczny wodny obieg, stając się częścią oceanu.”

Piękna to jest idea, przynajmniej dla tych którzy kochają wielką wodę a ja do takich należę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *