Camino 2026
I znowu bardzo długa przerwa w pisaniu. Postanowiłem jednak że nie będę wracał do wszystkiego co się w tym czasie wydarzyło poza tym że wszystkie te rzeczy które opisywałem w poprzednim wpisie się dokonały. A więc przeżyliśmy gruntowny remont domu, byłem na operacji łokcia a potem na przełomie września i października poszedłem na swoją pierwszą pielgrzymkę z Porto do Santiago de Compostela. I na tej pielgrzymce się skupię, a może nawet nie na tej pierwszej tylko na tej tegorocznej, bo w tym roku powtórzyłem ten wyczyn i tym razem w 10 dni przeszedłem trasę z Porto do Santiago, na odrobinę zmienionej trasie bo zahaczyłem o Tui.
Podobnie jak w poprzednim roku przed samym wylotem dopadła mnie jakaś infekcja, przeziębienie, dosyć uciążliwe, także to był dodatkowy element który dał mi się bardzo we znaki w tej drodze. Ale o ile w ubiegłym roku smarkanie i inne objawy minęły mi po pierwszych kilku dniach wędrówki przy samym oceanie (na co zapewne miała też wpływ inhalacja tym morskim powietrzem) o tyle w tym roku te objawy infekcji utrzymywały się przez cały czas mojej pielgrzymki i w takim stanie, cały czas nie doleczony, wróciłem też z tej wyprawy i jeszcze przez kolejny tydzień po powrocie do siebie dochodziłem. Może też przez to ta tegoroczna droga wydała mi się dużo trudniejsza i cięższa niż ta z ubiegłego roku. A może to zbyt słabe przygotowanie kondycyjne przed tą wyprawą, może rok więcej w metryce taką robi różnicę, nie wiem.
Teraz czas na najważniejsze różnice. Po pierwsze minimalnie zmieniłem trasę, w Caminha nie przeprawiałem się na hiszpańską stronę do A Guarda tylko poszedłem wzdłuż rzeki do Valency i Tui czyli przeniosłem się już na trasę Camino Central z Camino Litoral. Po drugie to w tym roku trzymałem się zdecydowanie bardziej tych oficjalnych tras Camino. O ile w ubiegłym roku kierowałem się często wskazaniami nawigacji co do trasy i bardzo często zdarzało mi się wędrować samemu, często wzdłuż ruchliwych dróg o tyle w tym roku starałem się trzymać oficjalnych szlaków, iść z innymi pielgrzymami, i chociaż rzadko z nimi nawiązywałem kontakt to jednak już sama obecność innych ludzi wędrujących obok była taka pokrzepiająca. W ubiegłym roku to kierowanie się wskazaniami Googla w zakresie drogi nie wynikało stąd że szukałem krótszych dróg, tylko po prostu często po wyjściu z kwatery nie było łatwo je znaleźć, szczególnie Camino Litoral jest dosyć słabo oznaczony. I potem jak już zgubiłem tą oficjalną trasę to trzymałem się wskazań mapy aby dojść do kolejnego miejsca noclegu, nierzadko już nie wracając na tą właściwą drogę Camino, czasami wracając na nią tylko na jakąś chwilę. W tym roku znalazłem sposób na to aby odnajdywać tę oficjalną trasę, wystarczy zerknąć na mapę w telefonie i szukać w pobliżu miejsc noclegowych, kawiarni, one zawsze są położone w pobliżu Camino, tak więc kierując się w tą stronę zawsze udawało mi się odnaleźć tą oficjalną trasę i iść dalej nią. Po trzecie w tym roku zdecydowanie mniej tego telefonu używałem, w ubiegłym roku od wyjścia z kwatery miałem włączoną nawigację, dodatkowo jakąś aplikację mobilną, która liczyła kilometry, tempo itd., w moim przypadku był to Runkeeper. I tak praktycznie cała droga nie pozwalała mi się skupić na pięknie przyrody, medytacji, modlitwie tylko bez przerwy musiałem te aplikacje obserwować, zatrzymywać gdy ja stawałem, włączać ponownie gdy ruszałem itd.; to nie było dobre rozwiązanie. W tym roku zupełnie zrezygnowałem z aplikacji mobilnej a nawigację włączałem gdy już zbliżałem się do celu w danym dniu aby odnaleźć kwaterę, no i wtedy kiedy gubiłem tę oficjalną trasę aby ponownie się na niej znaleźć. To ograniczenie zdecydowanie poprawiło odbiór tej drogi, pozwoliło zobaczyć jej nowe aspekty, skupić się na rozmyślaniach i modlitwie.
Jakie są najprzyjemniejsze momenty w czasie takiej pielgrzymki? Po pierwsze kiedy możesz chociaż na chwilę zdjąć z siebie plecak. Mimo to że w tym roku już zabrałem nieco mniej rzeczy to nadal mój plecak ważył około 8 kg czyli około 10% mojej wagi i każde jego pozbycie się, chociaż na chwilę przynosiło ulgę. Po drugie to oczywiście kąpiel już po tym jak się człowiek znajdzie w miejscu swojego kolejnego noclegu. Ja łączyłem zazwyczaj kąpiel z praniem ręcznym pod prysznicem, gdzie prałem t-shirt, majtki i skarpetki z danego dnia. Na większości odcinków udawało mi się przybywać do kolejnego miejsca noclegu około godziny 15-16 tak więc był jeszcze czas na to żeby te rzeczy wysuszyć a nawet jak się to nie udawało to zabierałem je w drogę następnego dnia takie jeszcze nie dosuszone i na kolejnym noclegu wysychały, tak że ten sam zestaw co drugi dzień mogłem czysty zakładać. No i oczywiście jakiś dobry posiłek na koniec dnia, chociaż w tym roku niewiele jadałem kolacji w restauracjach, przeważnie były to jakieś buły i ser zakupione w sklepie. Nawet jak już znalazłem siłę na to żeby jeszcze wyjść wieczorem do jakiejś knajpy to często te posiłki w granicach 20 € nie były zbyt apetyczne albo wręcz nie było jakiejś przyjemnej restauracji w okolicy i stawało na znowu na zakupach ze sklepu. No i ostatnia rzecz z tych przyjemnych po przejściu trasy to oczywiście dobre łóżko i dobry sen. Tutaj też bywa różnie, już samo to że codziennie jest to inne miejsce powoduje że to spanie nie zawsze jest dobrej jakości. Czymś co mi najbardziej przeszkadzało jest oczywiście hałas, który dobiega czy to z drogi, która przebiega obok czy też z pokoju obok, korytarza, jeżeli jest to hotel, od biesiadujących na zewnątrz ludzi, różne bywają te źródła, efekt jest zawsze jeden, niezbyt dobrze przespana noc.
Teraz może jeszcze ogólnie kilka słów o kwaterach, bo to jedna z najważniejszych rzeczy na tej pielgrzymce. Wielu pielgrzymów nocuje w albergach lub hostelach, ja muszę przyznać że dla mnie jest to już zbyt duże umartwienie i póki co wybieram jednak pojedyncze lokum, czy to w hotelu czy na kwaterze prywatnej, czasami zdarzało się dzielić łazienkę z jakimś innym pokojem ale to jedyna niedogodność, którą jeszcze jestem z stanie znieść po całodziennym marszu. Jak pomyśle o noclegu na wspólnej sali, kilkanaście łóżek, kilkanaście osób, wspólna łazienka, brak intymności to jednak to przekracza granice mojej pokory i uniżenia się i Bóg musi mi to wybaczyć. Inna sprawa, że te municypalne czy kościelne albergi czy też hostele rzadko mają wolne miejsca i rezerwacja łóżka w nich często jest niemożliwa, wiele z nich nie prowadzi internetowej rezerwacji i przyjmuje na zasadzie: „kto pierwszy ten lepszy” do zapełnienia swoich zasobów. Ja kwatery zarówno w ubiegłym jak i w tym roku rezerwowałem przez platformę Booking, różnica była taka że w ubiegłym roku miałem zarezerwowane jedynie kilka pierwszych noclegów a potem kolejne rezerwowałem już na trasie, na bieżąco, natomiast w tym roku wszystko miałem porezerwowane już przed wylotem do Porto. Która strategia jest lepsza? Pewnie to zależy dla kogo. Dla mnie osobiście, chyba jednak ta tegoroczna, wiem, że w każdym miejscu mam zapewniony nocleg, wcześniej można jeszcze wybrać standard w miarę dobry za przyzwoitą cenę, po drugie to wyznaczone miejsce noclegu dodatkowo dopinguje Cię, wiesz że musisz tam dojść i robisz wszystko żeby to się udało w rozsądnym czasie, tak żebyś mógł jeszcze do dojściu odpocząć. Osobiście wolę ten odpoczynek realizować już po osiągnieciu kolejnego punktu na mapie niż np. tak jak niektórzy co chwilę odpoczywać i zatrzymywać się na trasie. Tak jak w zeszłym roku, również i w tym kilka noclegów mnie rozczarowało, opis i zdjęcia delikatnie mówiąc rozmijały się z rzeczywistością, z tym że w tym roku bazując na ubiegłorocznych doświadczeniach z Bookingiem tych rozczarowań było mniej i były też mniejszego kalibru. Ale chyba tak do końca takich niespodzianek nie da się całkiem uniknąć. Ja każdą kwaterę po pobycie w niej uczciwie oceniałem i zamieszczałem swoją opinie na stronach Bookingu (żadnej mi nie odrzucili więc chyba były rzetelne). I uważam, że warto to robić, i to nie tylko w odniesieniu do tych gdzie nam coś nie pasowało ale również pochwalić i opisać te gdzie tych zastrzeżeń nie mamy albo są one minimalne. A co lepsze kwatery prywatne czy hotele? To zależy na czym nam zależy, no i oczywiście nie wszędzie będziemy ten wybór mieli, w mniejszych miejscowościach tych hoteli nie ma albo są raczej słabe i wtedy trzeba wybierać kwaterę prywatną. W hotelu najczęściej jest to tylko pokój z łazienką, nie ma jakiegoś aneksu kuchennego, często nawet nie ma czajnika, także zrobienie sobie czegoś do jedzenia wymaga odwagi i inicjatywy. Mi często udawało się zdobyć czajnik do pokoju (jak tylko poprosiłem) a jeżeli nawet nie to dostawałem wrzątek, tak żebym przed snem mógł swoją herbatkę wypić. Poza tym hotel to inni goście, czasami plączący się całymi nocami. Mieszkanie prywatne czy też nawet raz miałem nocleg w małym domku to zazwyczaj też kuchnia, czasami pralka, jakiś taras i przeważnie mniejszy hałas a więc takie atrybuty, które pielgrzymowi są bardzo przydatne. W tym roku miałem pomieszane te opcje, czasami były to hotele, czasami mieszkania czy domy prywatne, starałem się po prostu wybierać najlepszą dla siebie opcje w danej lokalizacji, też taką która byłaby blisko centrum i z której łatwo rano będzie ruszyć na trasę. Oczywiście wszystkich tych rzeczy nie daje się przeważnie pogodzić, czasami z czegoś trzeba zrezygnować w założonym budżecie.
Co jeszcze? Może coś na temat ubrań bo na wielu forach ten temat się przewija i chyba więcej jest zwolenników koszulek czy ubrań technicznych na taką pielgrzymkę. Ja osobiście jednak preferuję ubrania bawełniane, jednak to one są bliższe mojemu ciału, nawet jeżeli są upocone, te techniczne koszulki to dla mnie zawsze są jakieś takie sztuczne i mimo że odprowadzają pot, szybko schną, oddychają to ja jednak wolę bawełnę, na koniec trasy kilka koszulek już wyrzuciłem bo były już tak znoszone, no ale takiej koszulki za 20-30 złotych, już wcześniej noszonej to aż tak nie szkoda. Zresztą przy tej okazji można zastąpić te wyrzucone i kupić sobie coś nowego, nawet w samym Porto markowy t-shirt można kupić na jakichś promocjach poniżej 10 €, wydaje mi się że to rozsądna cena. I skarpetki, tylko w miarę cienkie ale z wełny merino, jedyny minus, że lepiej jest prać je ręcznie ale podczas pielgrzymki i tak pranie się robi ręcznie przeważnie.
I ostatnie co jeszcze? Komunikacja po angielsku, wydaje mi się, że jest nieco lepiej niż było w roku ubiegłym, może w wielu miejscach do głosu czy też raczej do biznesu weszło to młodsze pokolenie ale nadal trudno się nieraz porozumieć w tym języku, szczególnie w Portugalii. Pewnie w dobie dzisiejszej techniki, różnego rodzaju tłumaczy to nie jest duży problem ale lepiej być na to przygotowanym. Nie lubię bardzo podczas tej pielgrzymki przechodzić przez mosty, a na tej trasie jest ich co najmniej kilka o ile nie kilkanaście, często z bardzo wąziutką częścią dla pieszych, jakoś takiego dostaje lęku wysokości, w głowie mi się kręci, no nie lubię. Za to lubię po całym dniu marszu wchodzić do jakiegoś większego miasta, wiedzieć że zbliżam się już do kolejnego noclegu, planować sobie jakiś jeszcze spacer, zwiedzanie czy knajpę na wieczór.
I to chyba tyle na razie takich w miarę na bieżąco przemyśleń, być może jeszcze coś tutaj będę dodawał do wpisu (np. jak się ogoliłem przed powrotem do domu u pakistańskiego golibrody w Porto za 5 €)

















